czwartek, 13 stycznia 2011

Jest wieczor.Siedze sama w domu i rozmyslam.Tesknie za Libanem,za rodzinka,znajomymi.
Zrobilam sobie prawdziwa arabska kawe parzoną w tygielku i słucham muzyczki.



Zamykam oczy,wsluchuje sie w muzyke i wspominam wieczorki spedzone z rodzina przy herbacie i narjili[sheesha ;)]

Sheeshe mozna bylo zamowic przez telefon. Wystarczylo tylko powiedziec jaki smak i do kogo zawiezc.W mojej wiosce wszyscy praktycznie sie znaja :)W czasie kiedy reszta rodzinki siedziala przed domem i czekali na dostawe ja z wujkiem jezdzilismy do sklepu po jakies ciastka do herbaty.

Po chwili przyjezdzal chlopak na skuterze. W jednej ręce trzymał argile a drugą kierował.Takie zamówienie kosztowało grosze. Kiedy już mieliśmy ja u siebie włączałam arabską muzyke. Paliliśmy i rozmawialiśmy do późnych a raczej wczesnych godzin porannych ;)
Mam nadzieje że już niedługo znowu to powtórzymy:)

2 komentarze:

  1. Ah te arabskie wieczory..to są bardzo miłe wspomnienia :) i od razu robi się cieplej.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Lebnen-ishta'tilak...Ntoor 7atta irja3...

    OdpowiedzUsuń